Darmowy desant od 100 zł

Kapitan Skarpeta - historia Kapitana

Więc mamy po 16 lat i jesteśmy geniuszami biznesu. Trolololo trolololo. Nope.

No to tak, może na początku czas pokazać się światu albo raczej Mamie Kulik i kilkorgu znajomym, żeby było wiadomo co to za człowieki stoją za Kapitanem Skarpetą:


Ten z czołem atakującym jego włosy to Wojciech. Ten z miną kierowcy vana z napisem "darmowe cukierki" zaparkowanego pod podstawówką to ja. Kamil.

Jak widać po naszych hipsterskich jestestwach i braku prawdziwego fachu w ręku jesteśmy pracownikami korpo. Przed 30stką. Studia są. Wiadomo, nie mieliśmy lepszego pomysłu na siebie. Ani nawet jaj, żeby zdecydować się na coś głupiego.
Ja mam sprzęty Apla i auto na które mnie nie stać, Wojciech dużo koszul, butów i masło orzechowe Trek'a. Ja wyszukuje hipsterskich knajp na Forskłer a Wojciechowi mówią gdzie pójść koleżanki z pracy. Bo nie ma ajfona oczywiście.
Obydwoje przepalamy się przez najlepsze lata naszego życia w zamian za zmarłych królów i to nie nawet w jakiejś spektakularnej ilości. Nasze cele są materialne i pomimo deklarowanego dystansowania się o konsumpcjonizmu, nie robimy nic innego niż tylko kupujemy. Kupujemy wewnętrzną ciszę. Poczucie, że robimy coś dobrze bo zarabiamy wiele więcej niż Mama Kulik po 30-stu latach pracy.


Tacy jesteśmy fajni. Patrzcie i lajkujcie.

Wojciech potrafi rysować, malować i wogóle robić rzeczy rękami które sprawiają, że kobiety ochają i achają z zachwytu a czasem wręcz popiskują z ekstazą. Bo tak dobrze rysuje i maluje. Potrafi też się dogadać z każdym. Każdym. Poznajesz gościa i po 10 minutach myślisz, że dobrym pomysłem będzie żeby usiadł z Tobą do wigilijnego stołu. Potrafi też przyjebać. Ale potem się z Tobą wódki napije na zgodę.

Ja potrafię mówić po angielsku. Całkiem przekonywująco. Największy komplement jaki kiedykolwiek usłyszałem to od anglika jakiego poznałem w Ginesie we Wrocu. Pogadał ze mną a jak przyszli jego ziomy to oświadczył "Musicie posłuchać jak ten gość zajebiście mówi po polsku!". Za dużo poza tym językiem nie ogarniam. O! kiedyś byłem samozatrudniony i robiłem tłumaczenia dla politechnik i uniwerków, ale nie potrafiłem założyć biura tłumaczeń, żeby inni robili na mnie, więc mi się znudziło. Taki jestem przedsiębiorczy. Powodzenia nam.

To co z pewnością nas łączy to fakt, że drażnią nas konwenanse i mamy swoje zdanie. Oczywiście, zwłaszcza na tematy na których się nie znamy. W końcu bycie Polakiem do czegoś zobowiązuje. Ta intelektualna niezależność na pewno była nam niezbędna do tego, żeby stwierdzić, że konkurowanie z Hapi Soksami i wydawanie ostatnich pieniędzy na pomysły w naszych głowach jest dobrym pomysłem.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów